Alicia de Mozzi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Alicia de Mozzi

Pisanie by Alicia de Mozzi on Wto Lip 05, 2016 9:11 pm



Nel mezzo del cammin di nostra vita
mi ritrovai per una selva oscura,
ché la diritta via era smarrita.


Alicia Veronica de Mozzi (de domo d'Alviano)



Data i miejsce urodzenia:
Urodziła się 8 kwietnia 1983 roku in Firenze

Miejsce zamieszkania:
Florencja.
Zawód:
Dziennikarka

Wizerunek:
Elena Anaya
Rasa:
Cacciatore di Vampire
Stan cywilny:
Od ośmiu lat, niestety, jest wdową. I na razie nie zmienia swego statusu.


Non ragioniam di lor, ma guarda, e passa...

Charakter


-Jaka więc jest prawdziwa Alicia de Mozzi?
Pytanie to chwilowo pozostało bez odpowiedzi. Czarnowłosa kobieta odwróciła się leniwie i oparła się o parapet. Jej sylwetka rysowała się delikatnie w idealnie wypolerowanych szybach. W kawowych tęczówkach zaigrała ironia.
- Nessun maggior dolore, che ricordarsi del tempo felice ne la miseria. - zacytowała. Mężczyzna, z którym rozmawiała, zwykły dziennikarzyna z jakiejś tam gazety, nie zrozumiał.
-Że co, proszę?
- Och, to cytat z "Boskiej Komedii". "Nie ma dotkliwszej boleści niźli dni szczęścia wspominać w niedoli". Jestem wykształcona, jak pan widzi, inteligentna, dostaję to, czego chcę, ale płacę za to wspomnieniami i nocami bez snu - nieznajoma uśmiechnęła się delikatnie, odgarniając jakiś zabłąkany kosmyk włosów z twarzy. Z zewnątrz dochodziły odgłosy codziennego, zwykłego życia: hałas samochodów, kroki i głosy przechodniów, śpiew ptaków. Wszystko było takie...typowe, jakby Bóg wyrzucał te konkretne dźwięki z rękawa swej szaty niczym kolejne karty z talii.
- A czy wierzy pani w istnienie wampirów? - indagował dalej dociekliwy dziennikarz. Przy okazji zerknął ze dwa razy na brudne, zatłuszczone kartki leżącego na stole notatnika. Chyba skończyły mu się pytania, bo zmarszczył brwi.
- Wampiry? Bierze mnie pan za wariatkę, signor? - zaśmiała się brunetka. W rzeczywistości było jednak inaczej. Jako Łowczyni zmuszona była w nie wierzyć. Jak mogłoby być inaczej? Rodzina de Mozzi zajmowała się tym przecież od wieków, tak jak rodzina d'Alviano, dość wspomnieć chociażby Bartolomeo d'Alviano - jednego z najwybitniejszych gonfaloniere Florencji, który za swoich rządów przegnał wampiry z miasta, czyniąc Firenze bardzo bezpiecznym miejscem jak na XVI wiek.
- Nie, nie, per Dio! - dziennikarz zamachał rękami. - Ja tylko tak, z ciekawości...A tak z innej strony, to zastanawiam się jednak, czy może mi pani opowiedzieć, co łączyło panią z Federico de Mozzim?
- Kochałam go do szaleństwa. A kiedy zmarł, zaczęłam wątpić nie tylko w istnienie Boga, ale i swoje własne.
Nieznajoma odeszła od okna. W jej drobnych ustach pojawił się papieros. Po chwili kliknięcie zapalniczki oznajmiło, że zdecydowała się zatruć sobie płuca po raz któryś z kolei. Mężczyzna notował skrupulatnie, czekając na dalsze informacje. Zdziwiło go, że go nie poczęstowała.
- Był dla mnie ważny, więc nie zastąpię mojego męża żadnym mężczyzną, jak śmiał pan insynuować w swoim ostatnim artykule - wysyczała ostatnią frazę. Szybko jednak się opanowała, być może zadziałała nikotyna. Wypuściła dym z ust, wzdychając. - Jestem dobrą siostrą, byłam dobrą córką, ale nie potrafię być ponownie żoną. Federico był epoką w moim życiu, jednak...Wie pan, muszę iść po prostu dalej.
Mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Zapadła głucha cisza. Po chwili kobieta spojrzała na jego notatnik.
- Chciał pan wiedzieć, signor, jaka jestem. Jestem wyrafinowana, dążę do tego, aby osiągać moje cele. Jestem lojalna, twarda, trzymam się ustalonej ścieżki, choć nie zatracam mojej indywidualności. To właśnie staram się wyrażać w poezji, swoją indywidualność - przez jej twarz przemknął ledwo dostrzegalny uśmiech, gdy spojrzała na ściany i zdobiące je obrazy. - Mam talent, którego nie marnuję, drogę, którą idę i siłę, której potrzebuję.
- A jeśli chodzi o...o kontakty z braćmi?
- Są jak najlepsze - na twarzy kobiety pojawił się ciepły uśmiech. - To wariaci, ale kocham tych wariatów. Federico zresztą był taki sam...
- Rozumiem, signora de Mozzi. Grazie. - uśmiechnął się niepewnie mężczyzna. W duchu natomiast przysięgał, że jak tylko wróci do domu, zabije Martinę Gracciani za publikację tego cholernego artykułu.
- Nie, to ja panu dziękuję.
Dziennikarz zmarszczył brwi. Nie odpowiadając już na to ostatnie zdanie, w którym mimo wszystko pobrzmiewał pewien smutek, zabrał swój brudny notatnik i wyszedł. Alicia de Mozzi, korzystając z okazji, zgasiła papierosa i wyrzuciła go do kosza. Następnie podeszła do niedużej biblioteczki, odsunęła książki i wyciągnęła pudełko leków.
Nadszedł czas na małe zapomnienie. Za chwilę, gdy tylko leki zaczną działać, odpłynie w niebyt. Gdy tylko ów odpływ zamieni się miejscami z przypływem świadomości, zejdzie na dół po twardych schodach z dębowego drewna. Jej kroki stłumi dywan. Bliźniaki znowu będą się kłócić, Marco będzie starał się ich pogodzić, a Alicia będzie się śmiać, przysłuchując się całej scenie z espresso w dłoni. Później wszyscy razem przepłyną się "Carminą" i będzie, jak dawniej. A gdy zapadnie noc, zastrzeli swój cel z takim samym spokojem, z jakim zastrzelono Federico tamtego wieczoru.


Biografia


L'ora del tempo e la dolce stagione;
ma non sì che paura non mi desse
la vista che m’apparve d’un leone.



  • Poranek 8 kwietnia 1983 roku zapisał się chlubnie na kartach historii rodziny Alviano, bowiem tego dnia urodziła się mała Alicia - jedyna córeczka, jedyny promyczek w rodzinie pełnej mężczyzn. Alessandro Alviano, Łowca z rodziny o zaiste Łowieckich tradycjach, był zachwycony. Miał już trzech synów, ale pojawienie się na świecie małej kobietki spowodowało, że znalazł się w niebie. Sześcioletni Marco i trzyletnie bliźniaki: Ezio i Rafael byli również zachwyceni nową kompanką do szaleństw, a matka Annetta, wyrażała szeptem nadzieję, że może córcia będzie pisać równie piękne wiersze jak ona. I tak też się stało.
  • Dzieciństwo Alicii i jej braci było całkowicie normalne. Pływała z braćmi w Arno, starając się ich nie utopić za wrzucanie jej robaków do kostiumu, czasem ojciec pozwalał jej sterować "Carminą", ukochaną łodzią rodziców, opłakiwała ukochanego żółwia, właziła na kolana matki, gdy ta pisała kolejne wiersze, słowem - była normalnym dzieckiem, jak każde inne. Normalność ta skończyła się, gdy Alicia przekroczyła magiczną w rodzie Alviano 10-tkę i musiała już zacząć treningi (czy raczej początkowo podpatrywać trójkę idiotów, jak przy swoich ćwiczeniach niszczą zadbany ogród po babci)...
  • Odebrała całkiem przyzwoitą edukację. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, w którym nauczono ją ściągać i przepisywać zeszyty braci dla uratowania tyłka przed zostaniem na następny rok, potem prywatne liceum, które zapewnili jej rodzice...W sumie to na studiach zaczął się prawdziwy problem. Romanistyka, którą sugerował jej ojciec, okazała się być piekłem - wkurzający wykładowca nazwiskiem Castiglioni, inni profesorowie, oblane egzaminy, poprawki poprawek poprawek...Właśnie dlatego panna Alviano poszła na dziennikarstwo i dzięki swemu uporowi, miłości do przedmiotów oraz przystojnego Federico z sąsiedniego akademika zaliczyła te studia z wyróżnieniem.
  • Ponieważ rodzina Alviano była zdania, iż żadna praca nie hańbi, Alicia jeszcze na ostatnim roku studiów załapała się na praktyki w biurze tłumaczeniowym. Nie było to nic specjalnego - ot, podaj, przynieś, wydrukuj, podlej kwiatki i jeszcze zadzwoń do siwowłosego faceta, który zlustruje cię pełnym podziwu wzrokiem. Jej bracia już pokończyli swoje studia i obecnie zajmowali się swoim życiem, swoimi sprawami, swoimi celami oraz opieką nad schorowanymi rodzicami, którzy w końcu i tak odeszli - tak zwyczajnie, naturalnie, nie z ręki żadnego pomiotu diabła. Wkrótce zwolniła się z tej pracy i za namową Federico przyjęła ofertę pracy w Giornale della Toscana. Tam zauważono ambitną dziewczynę i, dostrzegając marnujący się talent, polecono jej pisać artykuły i robić wywiady. Początki były trudne, jednak brunetka pokochała tę pracę i poświęciła się jej całkowicie - chociaż nienawidziła, gdy porównywano ją do matki. Nic jej tak nie irytowało, jak zdania w stylu ciekawe, czy będzie podobna do biednej Annetty albo co za szkoda, że jej matka już nie żyje, na pewno pisałaby lepiej niż ta mała.
  • Jej jedyną i dotychczasową miłością był przystojny student dziennikarstwa, a po godzinach również Łowca, Federico de Mozzi. Zakochała się w nim do szaleństwa, w końcu kto by się nie zakochał w brązowookim brunecie o zabójczym spojrzeniu i uśmiechu, który ratuje cię, gdy wpadasz do Arno przez swoją własną nieuwagę, a także potrafi na ciebie - jak to Włoch - krzyknąć, gdy upierasz się, że nie potrafisz pisać? Po studiach szybko się pobrali. Miało być dziecko, miało być bezpieczeństwo, miała być stabilizacja. Przyszedł pogrzeb, łzy, zaczęła się lekomania oraz znoszenie kondolencji z powodu śmierci męża i dziecka od tych cholernych ludzi, których chyba wtedy nienawidziła najbardziej na świecie.
  • Jak została Łowczynią? Może napiszmy to tak: tradycja rodu Alviano wymagała, aby zgodnie z tym, czego ją uczono, mordowała przeklęte wyrzutki piekielne, przynosiła chwałę nazwisku, chroniła swój honor et caetera. Początki były bardzo prozaiczne: jako dziesięciolatka została zabrana z braćmi nad rzekę, w dość odległy zakątek. Tam nakazano jej walczyć z Eziem, Rafaelem, a sędziować miał Marco. Krew? Pot? Łzy? Były. Była też chęć poddania się i rzucenia wszystkiego w diabły, ale kochani braciszkowie potrafili świetnie ją zmotywować do podniesienia noża i dalszej walki. Trenowała zawzięcie od 10 roku życia - najpierw pod okiem ojca, a kiedy go zabrakło, trafiła pod opiekę mentore. Mistrza. Człowieka, którego wszyscy nazywali Leone, i którego zapamiętała na zawsze pod tym imieniem, nawet gdy został zabity przez wampira i swoją własną starczą nieuwagę.
  • Początkowo nie opuszczała Florencji, później jednak zdarzało się jej wyruszyć do Romy, Milano, Venezii czy innych miast. Ba, odbyła nawet podróż poślubną z Federico do Anglii, ale Londyn nie spodobał się jej do tego stopnia, że postanowiła nigdy więcej nie wracać do tej części Europy i pozostać w ojczystym mieście.  



Ond’ io per lo tuo me’ penso e discerno
che tu mi segui, e io sarò tua guida,
e trarrotti di qui per loco etterno


Ciekawostki



- W jej ubiorze zawsze musi się znaleźć coś fioletowego. Ot, taka tam słabostka.
- Pali jak smok...
- ...a jeśli chodzi o alkohol, to jej ulubionym jest whisky Single Malt
- Ma psa rasy bokser o wdzięcznym imieniu Dante.
- Udało jej się zdobyć patent żeglarski, dzięki czemu ma pewność, że gdy płynie "Carminą" z braćmi przez rzekę, przynajmniej jedna osoba sobie poradzi z kontrolowaniem statku...i z ratowaniem tych idiotów, gdy się spiją
- Jej grupą krwi jest AB RH-, a mierzy sobie 184 cm.
- Interesuje się różnymi kulturami i bardzo chętnie o nich pisze, ale...ma jedną słabość. Nigdy, przenigdy nie napisze nic o Anglii, ot, taka tam trauma poślubna.
- rodzice Alicii - Alessandro d'Alviano i Annetta Mozzarati - zmarli, gdy dziewczynka miała 14 lat; mentora straciła pięć lat później
- po spaleniu domu Federico wróciła do rodzinnego domu; to dlatego wciąż mieszka w posiadłości rodziny de Mozzi
- najbardziej lubi śpiew słowika

(Wszystkie cytaty w języku włoskim pochodzą z "Boskiej Komedii" pióra Dantego Alighieri i zostały zapożyczone stąd. Alicia powstała dzięki inspiracji serią Assasin's Creed, z której zapożyczyłam część imion i nazwisk moich postaci pobocznych - bardzo polecam, How to Save a Life zespołu The Fray oraz kilku innym piosenkom. )
avatar
Alicia de Mozzi

But we are, we are, we are built from the broken parts.
Rasa : Cacciatore di Vampire
Wiek postaci : 0
Stan cywilny : Wdowa
Zawód : Dziennikarka i poetka, jeśli ową sztukę można nazwać zawodem.
Liczba postów : 7
Join date : 05/07/2016
Multikonta : Brak

http://firenzepbf.forumpl.net/t173-alicia-de-mozzi http://firenzepbf.forumpl.net/t176-alicia-veronica-de-mozzi#479 http://firenzepbf.forumpl.net/t175-so-bitter-is-it-death-is-little-more#478 http://firenzepbf.forumpl.net/t177-turn-itself-back-to-re-behold-the-pass-which-never-yet-a-living-person-left

Powrót do góry Go down

Re: Alicia de Mozzi

Pisanie by Josette Hood on Czw Lip 28, 2016 7:15 pm


Accettazione!

KARTA POSTACI WŁAŚNIE ZOSTAŁA ZAAKCEPTOWANA!

Przy okazji, prosimy o uzupełnienie profilu, a także założenie potrzebnych tematów, które ułatwiłyby komunikację z Twoją postacią (tj.: telefon, informator).
ŻYCZYMY PRZYJEMNEJ GRY!

avatar
Josette Hood


Rasa : Człowiek
Wiek postaci : 33
Stan cywilny : panna
Zawód : Człowiek od brudnej roboty vel zastępca głównego inkwizytora
Liczba postów : 30
Join date : 11/05/2016
Multikonta : Aurore Hiddleston

http://firenzepbf.forumpl.net/t141-josette-hood?tt=1 http://firenzepbf.forumpl.net/t150-i-just-called-to-say-i-kill-you?tt=1 http://firenzepbf.forumpl.net/t158-kto-z-kim-przestaje?tt=1

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach